1122 km przez północną Hiszpanię – EBOOK

Dziś mija dokładnie rok odkąd po 35 dniach codziennej wędrówki dotarłyśmy do upragnionego miejsca przylądka Finisterre, który nazywany jest krańcem świata.

Cabo Finisterre – kraniec świata

15.08.2017

Może jestem naiwna, a może zwyczajnie głupia. Może jeszcze zbyt młoda, a może zdążyło mi już odbić. Może po prostu dałam się oszukać lub poszłam na „zbyt długi spacer…”. Nieważne… Dokładnie rok temu doszłam na swój własny kraniec świata i po wielu kilometrach i dniach wędrówki moja droga po prostu nagle się skończyła. I chciałabym powiedzieć, że zaszła jakaś wielka zmiana, że delfiny zaczęły śpiewać albo pingwiny zatańczyły balet. Niestety nie odkryłam nic nowego, delfiny nadal milczą, a pingwinów nie ma. Jedyną rzeczą jaka się zadziała to fakt, że uwierzyłam:

  • że najpiękniejszym darem jaki możemy dać KAŻDEMU człowiekowi jest zwyczajny, lecz szczery uśmiech
  • że prawdziwa przyjaźń to nie tylko godzinne plotki – bo gadać każdy umie. Trzeba umieć wspólnie milczeć. A prawdziwy przyjaciel to ten, który pomimo buszującego przy namiocie dzika pozwoli ci spokojnie spać, mimo że sam nie zmruży oka.
  • że poranny budzik to nie udręka, a sygnał do rozpoczęcia nowej przygody
  • że ludzie są w stanie dać sobie więcej energii niż milion „Tigerów” i „Burnsów”
  • że każdy z nas jest podobny i ma swoją własną historię do opowiedzenia i wystarczy, że zechcemy jej wysłuchać by odkryć jej wyjątkowość
  • że są emocje, które będziemy w stanie poczuć tylko raz w życiu
  • że nie można żyć na 99 %, bo to tak jakby zatrzymać się przed samą metą
  • że nie ma złych lub dobrych dróg – po prostu każdy szlak będzie inny i wyjątkowy
  • że jedyną rzeczą, której mamy prawo żałować jest to czego nie odważyliśmy się spróbować
  • że wbrew pozorom szaleńcy nie istnieją – istnieją tylko ludzie którzy pragną czegoś więcej od życia
  • że zawsze znajdą się ludzie, którzy ci kibicują, i ci którzy w ciebie nie wierzą
  • że nie ma problemów, są tylko nowe wyzwania
  • że 70-letni Hiszpan jest w stanie przejść setki kilometrów w kroksach i mimo to mieć największy uśmiech na twarzy
  • że istnieją łzy szczęścia i śmiech rozpaczy
  • że suszenie majtek na plecaku w centrum Bilbao może jest z pozoru dziwne, ale przecież nie ważne jest to co inni myślą o Tobie, ważne by być sobą
  • że siła to nie tylko nasze mięśnie, ale również dobre słowo,”Buen camino” usłyszane po raz setny i determinacja
  • że zła pogoda nie istnieje, są tylko słabe wymówki i dobra motywacja
  • że najdroższy hotel to nocleg w namiocie ze śniadaniem w pakiecie rozstawiony na plaży z widokiem i szumem oceanu
  • że każdy z nas ma prawo wymagać, lecz tylko i wyłącznie od samego siebie
  • że wystarczy zrobić pierwszy krok, a przygoda sama cię poniesie

I nie wiem czy to wszystko to prawda, czy może zwyczajne brednie w które wierzą tylko naiwni. Pewno dowiem się dopiero wtedy gdy już będę gryźć ziemię w grobie. I szanuję (naprawdę!) jak ktoś mówi, że to nie ma sensu. Bo każdy ma prawo do swoich własnych przekonań. Lecz wolę żyć ze świadomością, że to wszystko jest prawdą i żałować, że dałam się nabrać, niż umrzeć za życia… Tak ot, moja prosta kalkulacja !

Buen Camino – szerokiej drogi !

M.

 

Dokładnie rok temu doszłam do miejsca, które było moim największym marzeniem. Przeszłam 1122 km, by znaleźć się w miejscu w którym droga po prostu się kończyła. Dalej był tylko ocean. Wiedziałam, że ta podróż coś we mnie zmieni. Ale dochodząc do „krańca świata” nadal nie wiedziałam co. Camino miało być dla mnie pewnym przełomem, wydarzeniem w moim życiu, który oddzieli czas młodości od nowej rzeczywistości w której miałam się znaleźć. Przed pielgrzymką dokładnie zaplanowałam co wydarzy się później – w dzień powrotu z pielgrzymki wyprowadzę się z rodzinnego domu do miejsca, który miał się stać moim własnym domem, a 8 miesięcy później wyjdę za mąż za najwspanialszego człowieka na świecie i założę własną rodzinę. Może gdyby nie Camino nie poradziłabym sobie z tym wszystkim. Może dzięki Camino po prostu dorosłam, albo nabrałam siły do życia. Potrzebowałam czegoś co będzie wstępem do drugiego rozdziału w moim życiu. Gdybym mogła cofnąć czas zrobiłam bym dokładnie to samo – poszłabym na pielgrzymkę do grobu św. Jakuba wymodlić moją przyszłą rodzinę. Moje wyjście z jednej strony było trochę samolubne, a z drugiej było najlepszą rzeczą jaką mogłam zrobić. Przemierzyłam setki kilometrów rozmyślając co mogę w sobie zmienić.  Miałam wrócić z głową pełną przepisów na to jak być idealną żoną i mamą. A wróciłam z czymś zupełnie innym. Wróciłam z największym oparciem, które zbudowało się w moim sercu, z przeświadczeniem, że mogę dokonać wszystkiego, że cokolwiek w moim życiu się wydarzy to zawsze sobie poradzę i z taką czystą radością, radością z „małych rzeczy”. Nigdy o tym tak nie myślałam, ale pielgrzymka wyryła w moim sercu znamię, które zawsze przypomina mi o tym, żeby od siebie wymagać. Pamięć o Camino aktywuje się w momentach, gdy zaczyna brakować sił i pozwala mi osiągać więcej, niż podpowiada mi umysł. I tak gdy szłam na Ekstremalną Drogę Krzyżową lub biegłam w półmaratonie, na ostatnich kilometrach czułam, że brakuje mi sił, a nogi wydały się odmawiać posłuszeństwa, powtarzałam sobie wtedy „Jeszcze tylko 2 km do Santiago de Compostela – Dasz radę!”. Wtedy wspomnienia ożywają, przypominam sobie co znaczyły ostatnie kilometry na szlaku i czym są w porównaniu do aktualnej sytuacji. Pamiętam jak widząc słupek, który pokazywał mniej niż 100 km do Santiago, chciałam zacząć biec i nie zatrzymywać się aż do mety. Właśnie takie chwile sprawiają, że moje życie nabiera sensu. Gdy wracam myślami do Camino, przypomina mi się wiele sytuacji, które miały miejsce na szlaku, ale najbardziej wymowna i wzruszająca jest dla mnie chwila dojścia na przylądek Cabo Finistera. Za każdym razem, gdy przypominam sobie tą chwilę, łzy same napływają do oczu. Nie umiem myśleć o tej chwili i nie płakać. Czuję jakby kilka procent emocji, które towarzyszyły nam wtedy zostały na zawsze w moim sercu. Dochodzimy do naszego celu i emocje nagle się wylewają, nie mówimy nic. Kilkanaście a może kilkadziesiąt minut jest potrzebne nam na to, by poradzić sobie z tym wszystkim, by poradzić sobie z tym, że nasza pielgrzymka dobiegła końca. Jedne co przychodzi mi do głowy to powiedzieć dziękuję! Dzięki tej drodze nauczyłam się wielu rzeczy, a także dostrzegłam jak wiele może dać mi drugi człowiek. Zauważyłam ile wsparcia dostaję od moich przyjaciół i rodziny. Zrozumiałam, że przyjaźń polega na tym, że ktoś potrafi iść z Tobą w milczeniu przez kilka godzin – bo widzi, że tego potrzebujesz; że możesz liczyć na najwspanialsze wsparcie podczas Twojego pierwszego półmaratonu, że ktoś na siłę zmusza Ciebie, żebyś pogadał po angielsku, bo widzi, że się boisz; że ktoś dzwoni do Ciebie tylko po to, by życzyć Ci powodzenia; że ktoś rozumie dokładnie to co czujesz, bo przeżywa dokładnie to samo; że ktoś wspiera Ciebie w najważniejszych momentach Twojego, życia i jest po prostu obok; że ktoś potrafi wysłuchać Twoich pomysłów i powiedzieć co jest w nich słabe; że ktoś potrafi rozluźnić atmosferę, gdy coś nie idzie zgodzie z planem; że możesz dzielić z kimś swoje marzenia, cele, radości i smutki. Przez rok, który minął od naszej pielgrzymki wydarzyło się wiele rzeczy, a ja co chwilę stawiam przed sobą nowe wyzwania. Wiem jednak, że droga zaczyna znowu mnie wzywać. Wiem również, że głos w głowie, który ciągle powtarza „Buen Camino”, kiedyś znowu zaprowadzi mnie na początek kolejnego szlaku do grobu św. Jakuba. Póki co moje życie jest jedną wielką pielgrzymką, która zaczęła się dokładnie rok temu. Wystarczy rozejrzeć się wokół siebie i dostrzec towarzyszy naszej podróży; uśmiech drugiego człowieka, który ma dokładnie taką samą moc jak „Buen Camino”; setki trudności i odcisków każdego dnia, które po prostu trzeba przebić i iść dalej; codzienny rytuał droga-pranie-jedzenie-spanie oraz radość z codziennych „małych sukcesów” o której ciągle zapominamy. Czy na prawdę trzeba było iść na tak długi spacer, by odnaleźć szczęście? Po drodze nie odnalazłam szczęścia, ale nauczyłam się je zauważać i doceniać.

A.

 

Postanowiłyśmy zebrać te wszystkie przeżycia w jedno miejsce i tak postała książka o nas – nasz ebook „1122 km do Santiago de Compostela”

 

POBIERZ EBOOK

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *